Szmateks, lumpeks, tania odzież, second-hand, manel chanel. Jakąkolwiek tajemniczą nazwą by nie określić tego miejsca, jedno jest pewne – my, kobiety, uwielbiamy je.klepy z używana odzieżą zrobiły “karierę” w latach 90-tych, ale ich ekspansja nie zmalała do dziś.

Second hand, lumpeks, szmateks, ciucholand, a nawet trochę ironicznie Pewex.Wszystkie te określenia wzięły się stąd, że placówki te oferują na sprzedaż odzież importowaną z zagranicy. Najczęściej jest ona umieszczona w koszach, w których kupujący “szpera”, aby znaleźć coś, co go zainteresuje. To kilka nazw coraz popularniejszych sklepów z używaną odzieżą. Second hand‘y zawsze kojarzyły mi się z tandetnymi, babcinymi, nijakimi i poplamionymi ciuchami oraz specyficznym zapachem (a raczej smrodem). Właśnie dlatego omijałam je szerokim łukiem. Nie trzeba długo czekać, żeby na miejscu przeniesionego second-handu powstał kolejny, a obok niego drugi. Bo tak zaczyna się droga każdego porządnego lumpexu. Raczkuje w jakimś niewielkim miejscu, w którym naraz nie zmieści się więcej niż najwyżej kilka osób. Stosunkowo niedawno najczęstszymi klientami lumpeksów były osoby, które zmuszała do tego trudna sytuacja materialna oraz młodzi ludzie, poszukujący oryginalnych ubrań. Dla jednych obciach, drudzy wprost uwielbiają polowanie na atrakcyjne ubranie po minimalnej cenie. Tak czy inaczej, wszyscy zdążyliśmy już do takich przybytków przywyknąć, ale czy można jeszcze czymś zaskoczyć ich klientów?

Zostaw komentarz